Codzienne life hacki w żywieniu koni

Żywienie koni to bez wątpienia temat-rzeka. Ten wpis nie będzie o ustaleniu odpowiedniej diety i zapotrzebowaniu konia na poszczególne jej elementy, bo takie kwestie wolę pozostawić specjalistom 😉
Znajdziecie tutaj natomiast kilka zasad i life hacków, które każdemu mogą chociaż trochę rozjaśnić i ułatwić kwestię codziennego żywienia.
Zapraszam! 🙂

Indywidualne dobranie diety

Oczywista sprawa, jednak często lekceważona. Nie ma jednej jedynej słusznej diety dla koni. Każdy koń ma swoje własne potrzeby i inna dieta będzie sprawiała, że będzie on w zdrowy i w optymalnej kondycji i samopoczuciu. Kolejna sprawa, taką dietę powinna ustalać osoba o odpowiednim do tego wykształceniu ! W przeciwnym razie, nawet działając w dobrej wierze, możemy zrobić naszemu zwierzęciu krzywdę, a tego przecież nikt nie chce. Usługa bezpłatnej konsultacji dietetycznej jest często (zawsze?) oferowana przez wiodących dostawców paszy na rynku, dlatego warto z tego skorzystać.

Zmiany? Tylko stopniowo!

Konie nie lubią zmian. Generalnie. Przyzwyczajają się do swojego planu dnia/tygodnia i odczuwają ogromny stres, gdy coś się zmienia.
Ich organizmy nie lubią też zmian w żywieniu. Dzieje się tak, ponieważ mikroflora jelita grubego konia na nagłą zmianę podaży i typu pożywienia, może zareagować obumieraniem, co wpłynie negatywnie na ogólny metabolizm, samopoczucie i zdrowie zwierzęcia. Dlatego, decyzja o wprowadzeniu nowej paszy do jadłospisu naszego podobiecznego powinna być uzasadniona (tutaj odsyłam do punktu pierwszego), a wprowadzenie nowej paszy powinno odbywać się stopniowo, zaczynając od małej garstki, zwiększając aż do żądanej dawki – tak jak na wykresie powyżej.

Shake IT! Zmiksuj to!

Posiłek naszego konia to nie tort – nie powinien mieć warstw 🙂
Bardzo ważną sprawą jest, szczególnie gdy po dajemy naszym koniom sieczki, aby wymieszać wszystkie składniki posiłku. Dlaczego? Oprócz składników odżywczych, które sieczki zawierają, zmuszają konia do dokładniejszego przeżuwania, wydłużają czas jedzenia i sprawiają, że do dalszych części układu pokarmowego, posiłek trafia w mniejszych, lepiej rozdrobnionych porcjach… Co oczywiście skutkuje lepszą przyswajalnością. Najlepszy efekt zostanie jednak uzyskany, gdy sieczka zostanie równomiernie rozprowadzona między inne paszę – w przeciwnym razie, co z tego, że na dnie posiłku koń znajdzie sieczkę, jak już zdążył wciągnąć błyskawicznie owies i musli, które były na wierzchu?

Codzienne dawkowanie suplementów

Aby utrzymać preferowany poziom w końskim organizmie, suplementy powinny być dostarczane do niego codziennie, ze stałą dawką – chyba, że uzasadnionym w danym przypadku jest, aby postąpić inaczej. Kiedy jednak stosujemy się do zaleceń producenta, które zwykle znajdują się na opakowaniu, należy pilnować dziennego zapotrzebowania. Pomimo, że tego nie widzimy, koński organizm działa „z dnia na dzień” wykorzystując te zasoby, które ma (zmagazynowane lub dostarczone).
Obrazowy przykład: kopyto narasta każdego dnia dziesiąte części milimetra, jeśli pewnego dnia dojdzie do zmniejszenia zasobu podawanej przez nas biotyny, tego dnia przyrost będzie mniejszy. Pewnie, od jednego dnia nic się nie stanie, ale jeśli pozwolimy sobie na większą nieregularność, kowal przy następnej wizycie raczej już zauważy, że kopyta przybyło mniej niż zwykle.
Przestrzegam też przed dawaniu większej dawki „bo wczoraj nie dostał” lub „na zapas” – taka praktyka często się niestety nie sprawdza, ponieważ koński organizm ma ograniczoną zdolność przechowywania. Jeśli więc dostanie dawkę za dużąb by mogła być przyswojona, w najlepszym przypadku wydali ją, a w najgorszym, może zadziałać na niego toksycznie (co niekoniecznie musimy gołym okiem zauważyć!).

Ciągłość dostaw


Ten punkt jest bardzo związany z poprzednim, a mianowicie, jak to zrobić, aby ciągłość podawania paszy/suplementu została zachowana i nie obudzić się „z ręką w nocniku”? Szczególnie możemy przegapić ten moment jeśli pasza znajduje się w oddzielnym pomieszczeniu i nie my zajmujemy się jej dawkowaniem. Nie powinno być to jednak trudne do kontroli, gdyż zużycie paszy jest stałe i regularne dla każdego konia (wyłączając sytuacje wyjątkowe takie jak np. kontuzja/choroba…). Wiadomo, nie każdego stać na zrobienie paromiesięcznego zapasu, często wybieramy zaopatrywanie na bieżąco. Dobrą metodą jest rozpisanie sobie, na ile wystarczy nam worek każdej paszy i ustawienie sobie powiadomień na zamówienie, lub, druga metoda – zamawianie comiesięcznie (np. zawsze na początku miesiąca) tego, co zaraz będzie nam potrzebne. Najważniejsze jest, żeby nie czekać z zamówieniem do końca worka, bo mało kiedy mamy to szczęście, że dostawa trafia do nas z dnia na dzień.

Miarka miarce nierówna

To, że koń ma dostawać na posiłek „miarkę owsa” niestety niewiele znaczy. Po pierwsze dlatego, że miarki występują w różnych wariantach pojemnościowych, które podaje się -uwaga- w litrach! Najłatwiej jest pomylić miarkę 2-litrową z 3-litrową, bo w pośpiechu, po ocenie wizualnej, gdy nie mamy porównania, możemy popełnić błąd. A, niestety, jest różnica, bo jeśli koń ma dostać trzy razy dziennie po miarce 2-litrowej, a dostanie po miarce 3-litrowej… to zamiast łącznie 6l paszy, dostanie 9l , czyli 150% tego, co powinien dostać. Kolejna sprawa, która nam miesza – ilość paszy, jaką ma dostawać koń, dostosuwujemy w kilogramach. To, że miarka mieści 2 litry paszy, nie znaczy, że mieści 2 kg. Wyobraźmy sobie miarkę napełnioną wodą (1kg=1l) i obok podstawioną miarkę wypełnioną owsem. Podnosimy jednocześnie. Czy ważą tyle samo? No raczej nie… zatem w celu dobrania ilości miarek, którą ma dostawać nasz koń musimy posłużyć się albo sprytem i na wadze kuchennej sprawdzić, ile trzeba nasypać do miarki, aby otrzymać odpowiednią dawkę… albo podstawową matematyką i to przeliczyć, ale do tego potrzebna będzie dana, ile waży litr danej paszy (tak, gęstość), a ta nie zawsze jest do znalezienia, więc najlepszym rozwiązaniem jest waga 😉

Świeżość podawanej paszy

Każdy zna ten zapach świeżości wydobywający się z worka tuż po jego otwarciu? Każdy, kto go zna, wie też, że to rzecz ulotna i po paru dniach zapach paszy będzie już prawie lub w ogóle nieodczuwalny.
Pytanie, czy to ma w ogóle znaczenie dla jakości i wartościowości paszy? Oczywiście, że tak! To, jaki aromat i wygląd dla nas ma pasza, są dla nas pierwszymi wyznacznikami tego, że jest ona w odpowiednim stanie do podania zwierzęciu. Jeśli pasza jest przeterminowana, przegrzana, spleśniała, zagrzymiała, zawilgocona itd… nie należy podawać jej naszemu koniowi, ponieważ może wywołać nawet kolkę.
Aby utrzymać paszę w dobrym stanie, należy zadbać o sposób jej przechowywania. Najlepsza do tego będzie dedykowana paszarka lub inny szczelny pojemnik, z zamknięciem (pssst… tu się poleca pojemnik sortera z ikei 😛 ).

Kontrola poidła

Ostatnie, ale chyba nawet najważniejsze. To, że koń ma w boksie poidło nie oznacza, że ma on stały dostęp do wody! Dlatego dobrym i wręcz koniecznym nawykiem jest przy okazji wizyty w stajni sprawdzenie, czy poidło nie jest zapchane (tak, kupą :))) ) oraz czy jest sprawne.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *